Lubię to!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metamorfoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metamorfoza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

Metamorfoza Hashimotki!

Moi Kochani:) Zaczynamy nowy tydzień - z nową motywacją! Przeczytajcie historię Hashimotki, która nie traci ducha walki - można? Można! Tak trzymaj!!! 

Witam! Chciałam ci bardzo podziękować za twojego bloga -- jest bardzo pomocny. 2 miesiące temu dowiedziałam się, że mam Hashimoto - bardzo byłam słaba, nie miałam siły miałam potworne bóle głowy...Nie było dnia, żeby mnie głowa nie bolała, włosy mi wypadały...wciąż są bardzo suche. 

Waga rosła - ważyłam już ponad 73 kg przy wzroście 164 cm, ale 
ostro ćwiczyłam mimo, że za każdym razem czułam się jakbym umierała...Pierwszy kilogram zrzuciłam po 2 miesiącach, ale nie poddałam się...Po 7 miesiącach udało mi się zgubić 10 kg! Najlepsze uczucie w moim życiu! 

Ale jak waga stanęła to koniec...Nic już nie potrafiłam zrzucić, więc postanowiłam iść i zrobić badania. Z badań oprócz tego, że miałam 
podwyższony cholesterol i moje białka krwi były obniżone to niby wszystko było ok...Jakieś 3 lata temu chorowałam na niedoczynność, brałam przez ten czas Letrox, ale później doktor mi powiedział, że już jest dobrze i że nie muszę brać tabletek.

Teraz, gdy robiłam badania to sprawdziłam też hormony tarczycy, ale wyniki były dobre. Lekarka kazała mi zrobić dodatkowe testy na białaczkę i przeciwciała na Hashimoto. Wynik wykazał, że jest coś nie tak! Norma przeciwciał była do 34 a ja miałam 140!!! Dostałam tabletki i trochę lepiej się czuję, ale jeszcze nie na 100%. 


Na razie dalej 
trzymam dietę. Ćwiczę 6 razy w tygodniu, ale niestety już nie umiem schudnąć. Waga stoi nadal, ale się nie poddam! Ważne, żeby nie rosła a jak stoi to niech stoi. :) Niestety dalej włosy mam bardzo suche -- wciąż wypadają. Poza tym straszne wypryski na twarzy, mimo ze jestem po 30-stce. Biorę witaminy - witaminę D, cynk i selen. Piję herbatę z bratka i pokrzywy na pozbycie się toksyn i codziennie rano piję szklankę ciepłej wody z całą lub połową cytryny. Trzymam głowę wysoko i mam nadzieję, że jutro będzie lepiej :) Czas działa cuda!!!





sobota, 26 lipca 2014

da się! patrzymy przed siebie :)

To będzie długa historia, ale zapraszam do lektury, jeśli znajdziesz czas:)

O tym, że mam niedoczynność dowiedziałam się za późno, a może właśnie w porę?

kwieceń 2012
W liczbach:
Rocznik ‘89
Waga przed chorobą: 64 kg
Wzrost  168 cm

 Na początku stycznia 2012 zaczęła mnie męczyć bezsenność – każdej nocy usilnie starałam się zasnąć, ale kończyło się przewracaniem z boku na bok, frustracją, bólami w klatce piersiowej i przyspieszonym pulsem. W ciągu dnia miałam problemy z koncentracją, momenty, w których rozrywała mnie energia (jak gdybym wypiła 3 energetyki), a zaraz potem drastycznie spadała (mimo to nie byłam w stanie zasnąć nawet w ciągu dnia). Po 5 bezsennych miesiącach wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem guza przysadki mózgowej – stwierdzono u mnie hiperprolaktynemię i wysoki kortyzol. MRI wykazało, że guza nie ma, zatem wypuszczono mnie do domu z informacją, że to wszystko przez stres. Na TSH powyżej 4.5 nikt nie zwrócił uwagi…
Możliwe, że to był stres – w czerwcu miałam wylecieć do Kanady na rok. Tak wybrałam i byłam przekonana, że to bardziej ekscytacja niż stres :) Potrzebowałam zmian w życiu i to miał być początek czegoś nowego. Razem z dwiema przyjaciółkami wyleciałyśmy do Vancouver zupełnie w ciemno – nie miałyśmy tam ani znajomych, ani pracy, ani mieszkania. Zaczynałyśmy od totalnego zera, przechodziłyśmy szkołę życia w obcym kraju, prawie na końcu świata. Kanada to raj dla ludzi, którzy uwielbiają zdrowe żywienie i styl życia – na każdym rogu widzisz siłownie, studia jogi, sklepy spożywcze zorientowane są na produkty organiczne. Wystarczy jeden spacer i widzisz, że ludzie otyli to tutaj rzadkość – także ze względu na sprawny system opieki zdrowotnej, wyższy standard życia oraz wszechobecne zaproszenie do aktywności fizycznej i zdrowej diety:)) Razem z przyjaciółką wykorzystałyśmy to w pełni – spacery nad oceanem, zwiedzanie, basen pod gołym niebem;  naszą tłustą „polską” kuchnię zamieniłyśmy na krewetki, łososia i warzywa. We wrześniu waga wskazała 60 kg. Wtedy też dołączył do nas mój ówczesny partner.


Początkowo pracowałam na nocne zmiany w hotelu jako recepcjonistka – nie działało to dobrze z zażywaniem Bromergonu (miał pomóc mi zbić prolaktynę), po 3 miesiącach byłam wycieńczona, więc musiałam zmienić pracę. Próbowałam szczęścia w kawiarni i cukierni francuskiej. Gdy nadszedł  ‘martwy sezon’,  okazało się, że w Kanadzie wcale nie jest tak różowo – pracodawca wysyłał Cię do domu, jeśli biznes się nie kręcił – jeżeli brakowało klientów skutkowało to obcięciem godzin pracy i mniejszym wynagrodzeniem. Znów stres. Jednak moja reakcja przeraziła mnie samą – niekontrolowany płacz i załamanie. Wtedy zaczęłam też dostrzegać, że włosy wypadają mi garściami i moje ciało robi się ‘sflaczałe’. Myślałam, że to pewnie brak witamin i efekt zażywania antykoncepcji.       


 Dzięki wsparciu przyjaciółki i partnera ruszyłam do przodu – rozwiązaniem było dla mnie znalezienie trzech różnych prac. I tak oto stałam się technikiem farmacji, recepcjonistką i baristką w hotelu, w którym przyjmowaliśmy gości VIPów (m.in. Meryl Streep, Daniela Radcliffe’a):) Po drodze było wiele przygód – i tych dobrych, i złych, ale razem daliśmy radę.  W Wigilię zaręczyliśmy się. Ostatnie pół roku w Kanadzie to był dla mnie maraton pracy – zdarzało mi się nawet po 14 godzin dziennie. Mieliśmy w planach wymarzoną miesięczną wycieczkę po Stanach. W tym wirze pracy nie dostrzegłam tego jak się zmieniam – moje ciało stawało się coraz większe (mimo, że nie zmieniłam sposobu odżywania), czułam się zmęczona (jestem osobą, która nie toleruje narzekania - przy takim nakładzie pracy zmęczenie chyba jest naturalne?),włosy wciąż wypadały na potęgę, a metabolizm spadł do poziomu zerowego. Wróciły moje kłucia w klatce piersiowej, do tego dołączyło drętwienie kończyn. Koledzy z pracy namawiali mnie, żebym skorzystała z naszej kliniki i zrobiła sobie badania krwi, ale wolałam wydać te 100 dolarów na siłownię.
To był kwiecień 2013, waga na siłowni: 68 kg. Przerażenie. To nie mogłam być ja. Czułam się okropnie, jakby ktoś mnie uwięził w obcym ciele. Mimo, że próbowałam coś zmienić – ćwiczenia nie przynosiły żadnych pozytywnych zmian, moja słaba kondycja i szybkie zmęczenie sprawiały, że po godzinie ćwiczeń nie miałam siły na nic – a przecież czekała mnie jeszcze  praca.


W czerwcu 2013 pożegnaliśmy Kanadę i wyruszyliśmy do Stanów, zaczęliśmy od Kalifornii i skończyliśmy w Nowym Jorku. Takie wyjazdy to nie najlepszy pomysł dla nieświadomie niedoczynnych – stołowaliśmy się przeważnie w knajpkach, a sami wiecie jak zdrowe jest amerykańskie jedzenie. Pewnego ranka w NYC znów ogarnęła mnie panika – obudziłam się i zobaczyłam przed sobą ogromne, tłuste nogi – przynajmniej 2 razy większe niż te, które miałam kiedyś. Mój partner zapewniał mnie, że dla niego wciąż jestem najpiękniejszą kobietą na świecie.


Mimo tego, co nastąpiło później wciąż uważam te wspomnienia za jedne z najlepszych w moim życiu. Tutaj właśnie kończy się ten dobry rozdział.  Powrót do Polski – mama od razu wysłała mnie na wyniki, TSH 8.5, waga 71 kg. Niedoczynność tarczycy. Wizyta u endokrynologa dopiero w październiku. Nie wiedziałam, że Euthyrox może przepisać mi nawet lekarz rodzinny. Pani doktor zaleciła mi dawkę pół 25 i zdrowe odżywianie – nie zagłębiała się w szczegóły („poszuka pani w Internecie, aha no i można poćwiczyć”). Nie wiedziałam co mnie czeka. Został mi ostatni rok studiów, ale marzyło nam się obojgu, że zaczniemy jeszcze studiować tłumaczenia. (Nie)stety, tylko ja się dostałam. Wiedziałam, że będzie ciężko – 2 kierunki, cały dzień na uczelni plus masa pracy w domu. Myśl o siłowni po prostu odrzuciłam, chciałam jak najwięcej czasu spędzić z ówczesnym narzeczonym.

Wtedy podpatrzyłam, że moja młodsza siostra Kinga ćwiczy z Ewą Chodakowską. Początkowo miałam sceptyczne podejście – to pewnie kolejna sezonowa gwiazda, którą zresztą szeroko krytykowano za to, że źle demonstruje ćwiczenia. Jednak kiedy zaczęłam ćwiczyć z Kingą trening 6 minut po trzy razy w tygodniu, zauważyłam, że moja kondycja się poprawia.  Po miesiącu ćwiczeń i przyjmowaniu Euthyroxu moja waga wskazała 73kg. Załamałam się. Jednak dalej ćwiczyłam, teraz 4 razy w tygodniu, dołączyłam do tego Skalpel. Z braku czasu i silnego stresu, którego wtedy doświadczałam, nie przyjrzałam się swojej diecie.
 Mój partner stracił zainteresowanie tym co się ze mną dzieje. Gdy wracał do domu, kierował się od razu do monitora. Później dowiedziałam się dlaczego.  3 kolejne miesiące to tylko kłótnie, próby negocjacji (czy w ogóle można negocjować nad brakiem lojalności i wsparcia)? Żałuję tylko, że to tak długo trwało i że nie skończyło się w cywilizowany sposób:] Przez telefon, siedząc w pubie powiedział mi, że „od dawna nie widzi we mnie kobiety i kocha mnie jak siostrę”. Przez pierwszy moment zastanawiałam się czy sam na to wpadł, czy może to ona mu to podpowiedziała.  Później to już nie miało znaczenia, w tamtym momencie dla mnie umarł.

fot.studi8

Moje wyniki wskazywały na silną anemię--nie mogłam spać, jeść, pić… Zemdlałam na schodach. Za wszelką cenę chciałam pokazać wszystkim, że jestem silna i świetnie poradzę sobie sama. Ale psycholog podpowiedziała mi, że mam prawo do żałoby. Mam prawo do przejścia wszystkich etapów – szoku, niedowierzania, smutku, ale wreszcie ukojenia i akceptacji.  Byłam gdzieś pomiędzy drugim a trzecim etapem, kiedy stwierdziłam, że moje ciało też musi wyjść z tego zwycięsko.
Wtedy zrobiłam sobie detoks, o którym Wam wspominałam – dietę owocowo-warzywną, jednak trochę oszukiwałam. Przez dwa tygodnie, zaczynałam dzień od Euthyroxu (teraz zwiększonego do dawki 50), potem wyciskanym sokiem z pomarańczy, grejpfruta i pietruszki. Kolejne posiłki to były przeważnie surowe warzywa, zupy, leczo, sałatki. Bardzo chciałam wrócić do ćwiczeń, dlatego do moich owocowo-warzywnych kompozycji dodawałam stopniowo twarożek, jogurty, pieczywo pełnoziarniste, chude mięso, ryby i jaja. Wprowadziłam zdrowe żywienie. Zmieniłam częstotliwość posiłków z 2-3 do 5 razy dziennie.

 Rano, swoje ’30 minut po Euthyroxie’ przeznaczałam na przygotowanie lunchu na uczelnię – przeważnie były to sałatki warzywne z moim ulubionym awokado plus jogurt z otrębami. Znalazłam swoje naturalne chipsy- zaczęłam wcinać błonnik, gdy tylko złapał mnie ‘mały głód’. Jeśli chodzi o ćwiczenia, do Skalpela, 6-minut, dołączyłam Skalpel II i Killera. Po każdym treningu dodawałam jeszcze 10 minutowe ćwiczenia na różne partie ciała np. Mel B, Tiffany Rothe.  Zapisałam się na siłownię i na zajęcia fitness (płaski brzuch, step, jędrne pośladki, stretching). Dbałam o to, żeby ćwiczyć 5 razy w tygodniu – za każdym razem coś innego. Zaczęłam zauważać zmiany na wadze, w marcu ważyłam już 60 kg, a moje TSH spadło do 3.2!!!

Dzięki rodzinie i przyjaciołom, którzy nigdy nie kwestionowali mojej wartości i wspierali mnie w walce o zdrowie, obrałam dobry kierunek – nie oglądałam się już za siebie, pokochałam nową osobę, którą się stałam i podniosłam standardy – nie tylko jeśli chodzi o nowego partnera, ale także o to ile wymagam od siebie. W momencie kiedy zaczęłam zauważać efekty swojej pracy, wiedziałam, że nie mogę na tym poprzestać. Tarczyca lubi się buntować, jeśli przyzwyczaisz ją do aktywności fizycznej, a później odpuścisz, odpłaci Ci się pięknym za nadobne w postaci dodatkowych kilogramów. Przestałam to traktować jako wyrok, tylko właśnie jako motywację. Obecnie wciąż ćwiczę z Ewą, ale teraz tylko Killer i Turbo spalanie (Skalpel wydaje mi się za lekki), 4-5 razy w tygodniu biegam na siłownię, gdzie około 30-40 minut przeznaczam na cardio i 45 minut na trening siłowy (pompuję pupę squatami z ciężarkami, pracuję nad ramionami i brzuchem), jeżdżę dużo rowerem i spaceruję. Polecam też basen:) Robię to nie dlatego, że chcę jeszcze schudnąć ( obecnie ważę 58 kg i niech tak zostanie, chcę czuć się kobieco), ale dlatego, że wciąż czuję potrzebę pracy nad sobą i aktywność fizyczna to moja recepta na szczęście. Na dzień dzisiejszy moje TSH wynosi 1.2.

Czy jeszcze potrzebuję walidacji? Nie. Widzę facetów, którzy oglądają się za mną, słyszę komplementy, ale reaguję na to tylko uśmiechem myśląc sobie „gdybyście tylko wiedzieli ile mnie to kosztowało…” Walka z niedoczynnością tarczycy wymaga Twojej cierpliwości i pracy. Zdrowa osoba zaobserwuje zmiany na swoim ciele po 4 tygodniach ćwiczeń. U nas nie ma na to reguły, może to właśnie magiczne 4 miesiące tak jak u mnie? Na pewno przyjdzie taki moment, że będziesz chciał się poddać, bo nie widzisz efektów. Nie rób tego. Nie chcesz zaczynać od nowa! Daj sobie czas, bądź systematyczny i przyjrzyj się temu co jesz. Rozpisz sobie treningi. Jeżeli wciąż dokuczają Ci objawy niedoczynności – ospałość, wypadanie włosów, zaparcia, spowolniony metabolizm, sucha skóra – koniecznie odwiedź endokrynologa i poproś o zwiększenie dawki. Jestem z Tobą, kibicuję i czekam na efekty:) Wiem, że wiele/wielu z Was doznało odrzucenia przez niedoczynność, macie wrażenie, że Wasze życie zmieniło się nieodwracalnie. Zawsze możecie obrócić to w coś dobrego. Czekam na Wasze historie i życzę Wam niskiego TSH!:)  Patrzymy tylko przed siebie!

niedziela, 20 lipca 2014

Motywacja na nowy tydzień! Poziomka 25

Poziomka lat 25..

Niedoczynność tarczycy - znany mi od dawna temat. Zmagam sie z nią od 16. roku życia, od tego momentu byłam na rożnych dawkach leku.  Przez bardzo długi okres nikt ze znanych mi wtedy endokrynologów nie potrafił dobrać mi odpowiedniej dawki. Do moich objawów należały problemy z cerę (od strony hormonalnej), drętwienie kończyn górnych i dolnych , uczucie zimna, suche włosy i szorstkie łokcie, obfite miesiączki, senność, problemy z trawieniem..

Zawsze bardzo szczupła i wysoka (174 cm) przybrałam na wadze.. Na przełomie roku 2009 / 2010 nastąpił mój totalny ''przełom'' w złym tego słowa znaczeniu. Przestalam jeść rankami-jadłam dopiero po południu i to coraz więcej, więcej i więcej.... czasami nie jadłam nic, kompletnie i nie czułam głodu - wtedy też moja waga podskoczyła do ok 85 kg…w krytycznym momencie dobiłam do 93 kg.

Od tamtego czasu zmieniłam wszystko diametralnie, ćwiczenia, zdrowe odżywianie i przede wszystkim mniej zamartwiania się. Nie ćwiczę ekstremalnie, ćwiczę z Ewą, z Mel B, dużo chodzę bo mam psa, wiec spacery, spacery i jeszcze raz spacery! Ulubione danie - Mozarella, pomidor, ogórek bazylia i zupki : ) Codziennie spożywam od 1000-1500 kcal. Ćwiczę raz dziennie, przynajmniej raz dziennie mam jakąś aktywność.
Obecna waga 72 kg, dawka Euthyroxu 75mg i jestem szczęśliwa! Nadal stawiam sobie cele i pracuje nad swoim zdrowiem i sylwetką...warto:)))


W razie pytań chętnie służę radą pod adresem @: kpaterok@yahoo.com


wtorek, 17 czerwca 2014

jak Ty to robisz?

Redukcja. Magiczne słowo. Im mniej mnie, tym lepiej. Zabawnie to brzmi w czasach, kiedy większość z nas zabija się o „uznanie” czy „fejm”. Niestety  (a  może właśnie stety) wygląd to kluczowa sprawa jeśli chodzi o walidację.  Możesz próbować wmówić sobie, że nie interesuje Cię to jak inni Cię postrzegają (taki bunt jest normalnym efektem burzy hormonów), błagam Cię tylko o jedno—nie szukaj ukojenia po tej burzy w lodówce czy na kanapie.

TRENUJ Z GŁOWĄ

Ile razy zabierałaś się za ćwiczenia, ale zaraz pozwoliłaś się przygnieść wymówkami typu „mam trudniej niż inni”, „nie mam siły”, „nie wyspałam się”, „bo niedoczynność”? Źle do tego podchodzisz. Nie obraź się, ale to czysta ignorancja (i nie mówię tu o konsekwencjach jakie niesie za sobą otyłość:  m.in. cukrzyca, choroby miażdżycowe, choroby zwyrodnieniowe kości). Nie zmieniasz swojego życia z dnia na dzień, bez przygotowania. Nie chcę zabrzmieć jak polski Paulo Coelho, ale nie masz odpowiednich narzędzi by pracować nad swoim ciałem, jeśli nie pracujesz nad umysłem. Zanim przystąpisz do ćwiczeń, znajdź chwilę dla siebie. Zastanów się dlaczego to robisz? Dlaczego chcesz zmienić to jak wyglądasz? Co sprawia, że nie czujesz się dobrze w swojej skórze, jak wiele zależy w tym od Ciebie i Twoich nawyków? Wreszcie, co w Twoim życiu dostarcza Ci negatywnych emocji, stresu? Czy umiesz się z tym pożegnać? Oczywiście, nie uda Ci się od razu, ale musisz wiedzieć, że masz wszelkie prawo do przejścia przez huragan uczuć—złości (momentami wręcz wściekłości), słabości i beznadziei, przez smutek i zrezygnowanie. Jeśli pozwolisz sobie myśleć i nazywać to co czujesz, jeśli zastanowisz się chwilę nad tym kim jesteś i kim chcesz być, poczujesz w pewnym momencie, że trening to nie jest tylko rutyna, wraz z wypalanymi kaloriami będziesz stopniowo pozbywać się duchów przeszłości. Gwarantuję Ci, że kiedy pokochasz samą siebie już żadne zombie nie wyda Ci się straszne, a na pewno nie silniejsze od Ciebie.

ZASKOCZ SIĘ!

Jak odpowiednio dobrać trening? Wszystko zależy od Twojego stanu zdrowia. Upewnij się, że Twoje kolana, stawy i kręgosłup mają się dobrze – u osób zmagających się z otyłością konieczna będzie wizyta u ortopedy. Kiedy już wiesz, że wszystko ok, polecam zacząć od Skalpela (http://www.youtube.com/watch?v=DbZs9Dp4E-s) lub kompilacji 5 filmików z 6 minutówkami: (http://www.youtube.com/playlist?list=PLBiG1Oy7IRBVI8Y0eXGBIVNSYohQVEnL5). Nie ćwicz codziennie. Pozwól Twojemu ciału zregenerować się. Po dniu przerwy pokuś się o kolejny zestaw ćwiczeń, które nie są bardzo obciążające Skalpel II (http://www.youtube.com/watch?v=x8Y5ZoQ9Cw8) lub zestawy proponowane przez Mel B (http://www.youtube.com/watch?v=s2-X4r-NOW4). Chodź na spacery (szybki marsz, trucht), pływaj, skacz na skakance, graj w squasha, tańcz! Stopniowo przyzwyczajaj swoje ciało do ruchu, ale nie pozwalaj, żeby każdy Twój tydzień wyglądał tak samo!
Dlaczego? Niedoczynność tarczycy to Twój naturalny trener personalny. Sama stawia Ci poprzeczkę coraz wyżej. Po miesiącu przyzwyczajania się do ruchu poczujesz, że Twoje ciało woła o więcej. Tutaj też kryje się mały haczyk, jeżeli stale będziesz wykonywać te same ćwiczenia, nie zobaczysz spektakularnych efektów. Nie wystarczy, że zakupisz karnet na siłownię i będziesz powtarzać tą samą rutynę. Przy niedoczynności tarczycy potrzebujesz terapii szokowej—zaskakuj swoje ciało nie tylko formą treningu, ale też intensywnością (tak wiem, że boli i że to już 26. squat, ale w dalszej perspektywie Twoje pośladki [i ten kto może się nimi cieszyć;)] będą Ci dziękować).   

DLA UZALEŻNIONYCH

Kiedy czujesz, że masz już wystarczająco dużo siły, porwij się na Killera (http://www.youtube.com/watch?v=p7MoZwYyx7I) lub Turbo Spalanie (http://www.youtube.com/watch?v=xo-hUZYDORU). Skup się na poszczególnych partiach ciała, z którymi ciężko Ci się rozprawić. U mnie były (i wciąż) są to „boczki”. Tutaj najlepiej sprawdza się trening z Tiffany Rothe (http://www.youtube.com/watch?v=r_J8btnIEKQ) – kupa śmiechuJ , możesz też zainwestować w hulahop z masażerem, który rozbija tkankę tłuszczową np. http://allegro.pl/duzy-hula-hop-sapphire-052-z-masazerem-hulahop-wh-i4308100334.html, włączasz swój ulubiony serial i kręcisz –nawet nie zauważysz jak minęło pół godziny.  
Świetnym rozwiązaniem są też zajęcia fitness. Postaraj się nie mieć ulubionych, jedynych, na które chodzisz. W tym tygodniu wybierzesz się na STEP, PILATES i ZUMBĘ, ale za tydzień…co powiesz na YOGĘ, CROSS-FIT i STRETCHING?
Uważaj, tylko nie wpadnij w pułapkę – ruch uzależnia. Znajdź czas na regenerację. Tarczyca jest naszym błogosławieństwem i przekleństwem, cały czas będzie nam o tym przypominać . Jest świetnym motywatorem w mierzeniu wyżej i sięganiu po więcej. Ale też mści się boleśnie, kiedy ją zaniedbujesz i zaczynasz oglądać się wstecz. Życzę Ci wytrwałości w dążeniu do celu. Daj sobie czas, ale czas wypełniony działaniem i podejmowaniem coraz większych wyzwań. Kibicuję Ci całym sercem!
Zdrówka.

Dee.  

Na koniec mała prywata. To ja rok temu. I dziś. Może ta zmiana nie jest olbrzymia, ale czuję się znacznie lepiej, szczęśliwiej :)
PS. Wkrótce notki poświęcone ćwiczeniom na poszczególne partie ciała. Czekam na Wasze sugestie i pytania:)

niedziela, 15 czerwca 2014

metamorfoza/ Ewa Chodakowska nie gryzie

Moja metamorfoza nagrodzona przez Ewę Chodakowską:

 
waga początkowa: 73 kg

Po 5 miesiącach ćwiczeń i zażywania euthyroxu 25 i 50 
wzrost: 168 cm waga: 60 kg (zdjęcie, które zamieściła Ewa)

 Po 6 miesiącach ćwiczeń 
waga: 58,5 kg


                                                                Dzisiaj (8 miesiąc ćwiczeń):
                                                                           waga: 57 kg