Oto historia Kasi: o tym, że altruizm nie zawsze się opłaca i dlaczego warto robić USG. Kasiu, pamiętaj --Twoje zdrowie to priorytet! Przeszłaś już tak wiele, że warto powalczyć do końca, nawet jeśli wymaga to biegania od lekarza do lekarza...
Cześć Daria.
Nie znamy się, ale internet ma to do siebie, że czasem łatwiej nawiązać znajomość z nieznajomymi. Dobra. Nie o tym chciałam pisać. Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy, ale również dużą ilość innych osób z niedoczynnością tarczycy. Niestety nie znalazłam historii podobnej do mojej. Zacznę może od tego, że w wieku 25 lat wykryto u mnie czerniaka tęczówki. Na szczęście trafiłam na lekarzy, którzy szybko reagowali i pomogli mi. Oko mam uratowane i gdyby nie to ze bardzo wrażliwe na światło to mogłabym o tym zapomnieć. Po kilku miesiacach ponownie wyladowałam w szpitalu z poważnym stanem zapalnym tego oka. Zostałam dosłownie naszprycowana sterydami i antybiotykami. Na szczęście przeszło. Poszłam do pracy i kilka lat była cisza. Kilka miesięcy temu rodzina i znajomi zaczęli zauważać, że moja szyja nie jest taka jak powinna. Poszłam do lekarza i przedstawiłam moje podejrzenia. Nie jestem typem osoby "latającej po przychodniach". Uważam, że jest ogrom ludzi dużo bardziej chorych ode mnie. Lekarz chyba uznał, że jednak panikuję bo cyt."nie ma co przesadzać, ale dobrze niech pani zrobi TSH". Zrobiłam i o dziwo wyszło dobrze. Na tym się skończyło. Jakiś miesiąc później byłam na badaniach wstępnych do pracy i lekarz od wejścia się spytał od kiedy leczę tarczyce. Przedstawiłam mu swoją historię na co zareagował paniką i kazał lecieć, zrobić USG. Posłusznie dostosowałam się do polecenia i już tydzień później byłam po padaniu. Załamałam się bo okazało się, że moją tarczycę porastają guzy. Oczywiście zaraz była biopsja, która na szczęście wyszła pozytywnie. Jednak guzy były duże i nadawały sie tylko do wycięcia. Nie lubię odwlekać w czasie takich rzeczy, dlatego też załatwiłam operację jak najszybciej. Jednak i tak wszystko trwało od stycznia do czerwca tego roku. Po operacji lekarz powiedział mi, że przez to, że guzy obrosły każdy kawałek tarczycy musieli usunąć całość. I tu zaczyna się mój kłopot. Nie znam nikogo z usunięta całą tarczycą. Nie wiem czy mam się stosować do tego wszystkiego do czego stosują się osoby z częsciowo usunięta lub cierpiące "tylko" na niedoczynność. Wkurzam się bo lekarze nic nie mówią. Idę pod koniec miesiąca do endo i mam nadzieję, że on mi coś wyjaśni. Na razie tylko czytam i łykam Euthyrox 75. Dodam, że cały czas poziom TSH i Ft3, Ft4 był w normie. Naprawdę dobry. Dlatego przestrzegam wszystkich, że samo badanie TSH o niczym nie świadczy. Róbcie USG.
Pozdrawiam ciepło i może mogłabyś mi coś podpowiedzieć.
Nie znamy się, ale internet ma to do siebie, że czasem łatwiej nawiązać znajomość z nieznajomymi. Dobra. Nie o tym chciałam pisać. Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy, ale również dużą ilość innych osób z niedoczynnością tarczycy. Niestety nie znalazłam historii podobnej do mojej. Zacznę może od tego, że w wieku 25 lat wykryto u mnie czerniaka tęczówki. Na szczęście trafiłam na lekarzy, którzy szybko reagowali i pomogli mi. Oko mam uratowane i gdyby nie to ze bardzo wrażliwe na światło to mogłabym o tym zapomnieć. Po kilku miesiacach ponownie wyladowałam w szpitalu z poważnym stanem zapalnym tego oka. Zostałam dosłownie naszprycowana sterydami i antybiotykami. Na szczęście przeszło. Poszłam do pracy i kilka lat była cisza. Kilka miesięcy temu rodzina i znajomi zaczęli zauważać, że moja szyja nie jest taka jak powinna. Poszłam do lekarza i przedstawiłam moje podejrzenia. Nie jestem typem osoby "latającej po przychodniach". Uważam, że jest ogrom ludzi dużo bardziej chorych ode mnie. Lekarz chyba uznał, że jednak panikuję bo cyt."nie ma co przesadzać, ale dobrze niech pani zrobi TSH". Zrobiłam i o dziwo wyszło dobrze. Na tym się skończyło. Jakiś miesiąc później byłam na badaniach wstępnych do pracy i lekarz od wejścia się spytał od kiedy leczę tarczyce. Przedstawiłam mu swoją historię na co zareagował paniką i kazał lecieć, zrobić USG. Posłusznie dostosowałam się do polecenia i już tydzień później byłam po padaniu. Załamałam się bo okazało się, że moją tarczycę porastają guzy. Oczywiście zaraz była biopsja, która na szczęście wyszła pozytywnie. Jednak guzy były duże i nadawały sie tylko do wycięcia. Nie lubię odwlekać w czasie takich rzeczy, dlatego też załatwiłam operację jak najszybciej. Jednak i tak wszystko trwało od stycznia do czerwca tego roku. Po operacji lekarz powiedział mi, że przez to, że guzy obrosły każdy kawałek tarczycy musieli usunąć całość. I tu zaczyna się mój kłopot. Nie znam nikogo z usunięta całą tarczycą. Nie wiem czy mam się stosować do tego wszystkiego do czego stosują się osoby z częsciowo usunięta lub cierpiące "tylko" na niedoczynność. Wkurzam się bo lekarze nic nie mówią. Idę pod koniec miesiąca do endo i mam nadzieję, że on mi coś wyjaśni. Na razie tylko czytam i łykam Euthyrox 75. Dodam, że cały czas poziom TSH i Ft3, Ft4 był w normie. Naprawdę dobry. Dlatego przestrzegam wszystkich, że samo badanie TSH o niczym nie świadczy. Róbcie USG.
Pozdrawiam ciepło i może mogłabyś mi coś podpowiedzieć.
Poszperałam na zagranicznych stronach i oczywiście, najważniejsze, żebyś skonsultowała się z lekarzem i nie próbowała leczenia na własną rękę. Ponieważ nie masz już tarczycy, Twój organizm nie wytwarza już hormonów tarczycy, a co za tym idzie, bez przyjmowania lewotyroksyny będziesz cierpieć na zaparcia, przyrost wagi, senność, wieczne zmęczenie, czyli...objawy niedoczynności. Bo tak naprawdę masz niedoczynność, z tą różnicą, że nie masz tarczycy.
Brak tarczycy ma jednak swoje dobre strony:) Nie musisz przejmować się geitrogenami -- nie masz już tarczycy, więc nie będą one zaburzać jej działania. Drugą dobrą stroną jest fakt, że w Twoim przypadku dużo łatwiejsze,-- tarczyca nie jest aktywna, więc poziom hormonów nie waha się, dlatego łatwiej je ustabilizować. (Źródło: http://thyroid.about.com/od/thyroidbasicsthyroid101/a/nothyroidgland.htm)
Czy zaobserwowałaś u siebie jakiekolwiek objawy niedoczynności?
Bądź silna!
Zdrówka,
Dee

.jpg)